Wszystko co powiesz i tak przez innych zostanie ocenione sprzecznie z twoimi intencjami. Trzecie prawo Chisholma
KAZIMIERZ DOLNY - czyli nowe oblicze "Perły Renesansu".
Drzewiej "Gapią Górą" nazywano miejsce, w którym obecnie stoją stoliki przed kawiarnią Rynkowa. Jak wieść niesie, przestawali tu co godniejsi obywatele Kazimierza - by w niedzielne przedpołudnie omówić: Kto, co, gdzie, i dlaczego? Później mówiło już o tym całe miasteczko.
I dziś jest nie inaczej. Z tą tylko różnicą, że rozważane są inne problemy, jak chociażby bezpardonowe zawłaszczanie publicznej przestrzeni przy całkowitej bierności służb porządkowych. Przykładem mogą być tzw. Indianie lub harleyowcy - dający ochoczo z rury.
ZYZIO WICHRZYCIELEM.
W postać Zyzia, stworzoną pod koniec lat dziewięćdziesiątych, wcieliło się już
wielu osobników. Ich ciekawsze dokonania odnotowywała nawet lokalna prasa. Gdy
Zyzio na jakiś czas zniknął, w zasadzie wszyscy odetchnęli z ulgą. Trwało to
jednak dość krótko. Ostatnio znów się uaktywnił. I o tym snuje się ta opowieść.
Onegdaj Zyzio, osiadły w gubernialnym mieście na rubieżach, za teren swego
działania obrał także leżące opodal niewielkie miasteczko. Mekkę, jak się z pewną
przesadą uważa, artystów. Zyzio, jak to w zwyczaju istot pierwotnych, najpierw
nowy teren obsikał. Pozwoliło to na stworzenie wokół siebie rodzaju
liebensraum.
W istocie odór moczu był jednak tak silny, że bywalcy Gapiej Góry cofnęli się krok
wstecz i na początku przyglądano się Zyziowi z dystansu. Po pewnym czasie odór co
prawda wywietrzał - jednak dla wielu smrodek dobywający się z zajętego przez Zyzia
terytorium pozostał do dziś.
Po okopaniu sie na swoim, osamotniony Zyzio postanowił wmieszać się w środowisko.
Absorbowała go szczególnie Gildia malarzy, od których w miasteczku aż się roi.
Jako wkupne zrobił im zakładki do książek, kalendarzyki, czasami nawet pocztówki.
W zamian brał obrazy, które dla malarzy - zajętych w gruncie rzeczy permanentnym
piciem piwa - stanowią, jak wszyscy wiemy, bezwartościowy, zbędny produkt uboczny
ich nędznej egzystencji.
Początki były obiecujące. Wszyscy byli zadowoleni. Zyzio powięszał kolekcję
obrazów, a malarze rozdawali radośnie swoim klientom na pamiątkę, otrzymane
zakładki do książek, pocztówki, ulotki i inne gadżety, w których posiadanie tak
niespodziewanie weszli.
Idylla trwałaby zapewne do dziś, gdyby Zyzio poprzestał na tym, co potrafi robić
najlepiej. Jak się okazało Zyzio miał jednak znacznie wyższe aspiracje. Zapragnął
wcielić się w rolę marszanda - ba, krytyka sztuki bez mała. Ponieważ talentu nie
starczało, postanowił wypróbować znaną od wieków dewizę: Divide et
impera.!!!
Miał rację Honoriusz Balzac mówiąc: Intryga wyższa jest od talentu - z niczego
robi coś. Dröscher zaś dodaje, że: Wielu ludzi popełnia zasadniczy błąd
sądząc, że knucie intryg jest błyskotliwym tworem intelektu człowieka.
Niechybnie również Zyzio przekonał się, że gdy ani talentu, ani intelektu nie
staje, to jakkolwiek z divide może sobie poradzić nawet głupiec - to
z impera jest już o wiele trudniej. Tu same chęci nie wystarczą.
Koniec końców, stało się - jak się stało. Zyzio został wylany z Gildii malarzy na
zbity łeb. Łeb ma jednak chyba twardy. Fakt, że podniósł się dość szybko z ziemi,
otrzepał - nie dając po sobie poznać doznanej konfuzji.
Niedługo po przygodzie z Gildią Zyzio postanowił podjąć kolejną próbę. Tym razem
wcielił się w postać przyjaciela miasteczka. Kostium co prawda zmienił, jednak
charakterologicznie pozostał tym samym Zyziem wichrzycielem. Z poprzedniej,
niefortunnej przygody wyciągnął jednak ważny wniosek, że nie wolno atakowć całej
zbiorowości na raz. Atakować należy jednego, wybranego osobnika. Bowiem nawet
jeśli nie uda się go pokonać, zostanie on na placu boju utytłany błotem, z
pogryzionymi łydkami i poszarpanymi nogawkami. W pewnym stopniu cel również
zostanie osiągnięty. W każdym razie zdaniem Zyzia.
A że sprawa jest rozwojowa - ciąg dalszy zapewne nastąpi.